Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bb cream. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bb cream. Pokaż wszystkie posty

10 marca 2014

Który BB Cream wybrać?

Od jakiegoś czasu sporo osób pyta mnie o to, które BB creamy polecam. Co prawda swego czasu przetestowałam ich sporo (głównie po kilka próbek, ale i całe opakowania), ale uważam, że to, jaki komu krem pasuje zależy od indywidualnych potrzeb ;). Innymi słowy - polecić mogę, ale czy dany produkt się sprawdzi - tego nie gwarantuję ;). Niemniej jednak - poniżej kilka moich luźnych (!) uwag odnośnie różnych firm:

Etude House - 

testowałam z tej firmy kilka produktów, nie tylko BB cream, CC cream, ale i żel do kąpieli (truskawkowy, fuj), peelingi oraz inne, wszystkiego nie spamiętam. Ogólne wrażenie odnośnie wszystkich tych produktów - nie dla mnie. Jedyne, co mi się u nich podoba to opakowania, czasami są naprawdę pomysłowe ;).



BB creamy (nie tylko ten z obrazka, czyli Mineral BB) były lekkiej konsystencji i delikatnie kryły - jeśli ktoś lubi, będzie zadowolony ALE, uwaga, nadawały skórze nienaturalny, biały lub biało-różowy odcień. Jestem blada, a przy kremie BB z Etude stawałam się, po prostu, córką młynarza. Mi, osobiście, taki efekt nie odpowiada. To samo działo się przy CC creamie (co ciekawe, na cerze koleżanki-Azjatki, owy CC cream prezentował się świetnie i wcale nie wyglądała, jak skąpana w mące :)). 



Peelingi - m.in. "Baking Powder Pore Cleansing Foam" - bardzo silny produkt, zawsze miałam po nim wysuszoną i wymęczoną (tudzież - podrażnioną ;)) skórę, a efektów specjalnie nie widziałam (mam cerę mieszaną).

Missha - 

używałam kremu BB - Perfect Cover - odcienie 21 i 23 - oba miały szarawy odcień, ten pierwszy był ciut za jasny (ciemniejszy niż te z Etude), ten drugi, lekko za ciemny.

Ogółem był moim ulubieńcem przez dłuższy czas. Jest bardzo wydajny - jedna duża tubka starczyła mi spokojnie na rok, co jest naprawdę świetną sprawą, zwłaszcza w porównaniu do podkładów nie-azjatyckich (takie Bourjois Healthy Mix skończyło mi się po dwóch miesiącach, bu!). 

Kryje średnio (to plus! brak efektu maski); mimo tego, że ma dość tłustą konsystencję - potrafił mi się wysuszać na twarzy (czasami), a w lato, dla odmiany, powoduje, że twarz świeci się, jak wypolerowana (to już częściej). Ale i tak uważam go za dobry bb cream - ze względu na przystępną cenę i krycie. Bardzo szybko się go nakłada. Kolorystyka, jak mówiłam - szarawa, ale nie powodował, że wyglądałam, jak duch (czytaj: krem nie ma białego koloru). Zawiera filtry SPF42 PA+++. Polecam na początek!

Skin79 - 

testowałam kilka bb creamów tej firmy - te w złotym, różowym, pomarańczowym, jak i srebrnym opakowaniu. Wszystkie miały fajną konsystencję, ładne opakowanie, ale kolorystyka kremów, niestety, biel biała. Za to korektor The Oriental BB Gold cośtam-cośtam miał lekko żółtawy odcień (to zaleta!) i był bardzo wydajny; krył średnio, ale nie wysuszał i dobrze się miksował z innymi produktami na twarz. Oto on:





Hera -

używałam "słynnego" kremu CC tej firmy i... nie rozumiem skąd ten zachwyt. Kolor żółtawy, bez szarości, zapach przypominał mi męskie perfumy (kupiłam "damską wersję" kremu), konsystencja - nie za gęsty, nie za rzadki, krycie średnie. Ogólnie - okej, nie mam się czego przyczepić.
 
Lioele - 

fajny kolor, zero filtrów, krycie słabe. Był w miarę dobry, ale jakoś nie zapadł mi w pamięć. Za to bb cream z "water" w nazwie był o-k-r-o-p-n-y. Wodnista konsystencja (jak sama nazwa wskazywała), krycie niemalże zerowe, białawy odcień i jakiś efekt śluzu na twarzy.

A skoro już wspomniałam o "wodnistych" kremach BB:

Nana's B reklamowane przez Shinee - też nie za fajny. Gdzieś u mnie stoi na półce i porasta kurzem. Użyłam go z 3-4 razy w ramach testu - sama woda, krycie nikłe, twarz biała. Zobaczę, jak się będzie sprawdzał na lato, ale nie sądzę byśmy przypadli sobie do gustu ze względu na wspomnianą zbyt jasną kolorystykę.

Kolejny niewypał - Skinfood. 

Ich kosmetyki reklamowane są jako "naturalne", co mnie, osobiście, bardzo zachęcało. Przetestowałam zarówno ich korektor (wychwalany pod niebiosa, nie wiadomo dlaczego, w internetach - w ogóle nie krył, był jak oleista paćka, którą trzeba wklepywać pod oko), jak i "grzybkowy" bb cream. Krycie - bardzo delikatne, niemalże zerowe. Odcień bb creamu - nie wiem dlaczego, ale u mnie wyglądał na pomarańczowy (może wina odcienia nr #2, sprowadzany z Korei, 100% autentyk ;)). Jedyne, co było w nim fajne - zapach. Używałam też żelu pod prysznic tej firmy, nie polubiliśmy się, dlatego więcej Skinfood testować na pewno nie będę.

I, dla odmiany, mój obecny faworyt - 

SunnySide VIP - Noblesse Skin Care - VIP Blemish Balm - 

Kiedy pierwszy raz ujrzałam jego opakowanie, pomyślałam, co za tanio-wyglądające brzydactwo ;D. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że produkt należy do tych z górnej półki, a jego cena to, uwaga, około 300 zł.


Ten oto niepozorny kremik jest nazywany "profesjonalnym" kremem BB i wieść gminna niesie, że w Korei płd. jest bardzo popularny ze względu na swoją efektywność.

Stapia się z naturalnym kolorem skóry (kocham go za to), kryje średnio, nie nadając efektu maski (za to też). Twarz nie świeci się po nim, jakby było się po maratonie, ale lekki efekt "glow" (cóż za profesjonalne słownictwo, prawda? ;> Naczytałam się tych blogów urodowych, oj, naczytałam) jest widoczny. Nie "zapycha" ani nie wysusza skóry. Wręcz przeciwnie - po jego zmyciu, cera jest miła w dotyku, tak, jakby przez cały dzień nosiło się na niej autentyczny, wartościowy krem (poważnie!).

Ponad to, ów produkt zawiera całą gamę bajeranckich składników (których nie chce mi się przepisywać z opakowania), powodujących, że zaczerwienienia znikają, zmarszczki się rozpływają i życie staje się bardziej tęczowe. Przesadzam? Otóż - w żadnym przypadku (i nie, nikt mi nie płaci za reklamowanie, ten produkt nie jest dostępny w Polsce :))! Od kiedy zaczęłam używać tego bb creamu codziennie, moje zaczerwienienia w okolicach nosa naprawdę się pomniejszyły, co odkryłam, zresztą, przypadkiem (myślałam, że nie zmyłam kremu do końca z twarzy, bo nie było tych zaczerwienień widać, a tu niespodzianka :D). 
Zapach nieszczególny, ale delikatny i po którymś użyciu kompletnie nie zwraca się na niego uwagi.

Mimo to, nie planuję go kupować z prostej przyczyny, a zwie się ona "cena" ;). Może kiedyś. Jednak gdyby ktoś chciał - SunnySide VIP można dostać na GMarket (ogółem ciężko go znaleźć), ale najlepiej zakupić osobiście, w Korei płd.

Używałam też kosmetyków innych koreańskich firm, ale w tej chwili... nie pamiętam, najzwyczajniej w świecie. Jeśli ktoś ma pytanie odnośnie konkretnej marki (i nie tylko) - zapraszam do komentarzy :).


12 września 2013

Kremy CC - HERA i Etude House

Ostatnio kremy CC robią prawdziwą furorę w świecie kosmetycznych nowinek, obiecując więcej niż mogą zaoferować kremy BB. Podobno "color control creams" oferują większą ilość zbawiennych dla skóry składników odżywczych. Wikipedia głosi, że owe kremy nie tylko zwalczają zmarszczki, zaczerwienienia na skórze, ale nawet nawilżają i poprawiają na stałe jej koloryt. Ile w tym jest z prawdy?

Pierwszym kremem CC, który przetestowałam był ten od Etude House - "CC Cream Silky". Opakowanie głosi: "Osiem w jednym - przeciw starzeniu się skóry, zapobiega efektom jej zmęczenia, nawilża, wybiela, chroni przed słońcem, tonizuje, wyrównuje powierzchnię, a także rozświetla". Brzmi dość obiecująco i choć nie przepadam za Etude House (uważam, że ich produkty mają naprawdę ładne opakowania, ale sama ich jakość jest przeciętna, przy czym za te różowe czy wzorzyste pudełeczka trzeba dodatkowo płacić - moim zdaniem nie warto) z czystej ciekawości dałam temu produktowi szansę. Czy niepotrzebnie? Nie wiem, uczucia na pewno mam mieszane, ale przynajmniej ciekawość zaspokojona ;D.


Po pierwsze - krem kryje bardzo delikatnie, prawie niewidocznie, jak dla mnie to minus. 

Po drugie - jest za biały. Po raz kolejny koreańskie kremy zawodzą mnie pod tym względem. Jestem dość bladą osobą, a mimo to wszystkie kremy BB, jak i ten (CC) mają nieodpowiedni, zbyt jasny koloryt, nadający twarzy taką białą, niezbyt korzystną poświatę. Na mojej buzi wygląda to nienaturalnie.

Co ciekawe, na twarzy mojej koleżanki - Japonki krem wyglądał naprawdę korzystnie, był prawie niewidoczny, cera nie wydawała się trupio blada, a odcień skóry był delikatnie wyrównany. Może to więc produkt wyłącznie odpowiedni dla Azjatów? Całkiem możliwe.

Po trzecie - mi po nałożeniu na twarz - zaczyna się "wałkować". Może trzeba go nakładać wolniej niż robiłam to ja, a może nie pasuje on do mojej mieszanej cery. Nie mam pojęcia.

Po czwarte - rozświetla skórę, nadając jej taki "śliski" wygląd - podobnie jak kremy BB. Niektórzy lubią ten efekt, inni nie.

Zalety? Krem ten faktycznie wyrównuje koloryt skóry, ale w bardzo małym stopniu. Nie zauważyłam, żeby moja cera była po nim w lepszym stanie. Ogółem nie widzę za bardzo różnicy między tym kremem CC, a słabo kryjącymi kremami BB. Bardzo przyjemny zapach, praktyczne, eleganckie opakowanie (z pompką). Jest też lekki, trochę nawilża i po jego zmyciu skóra wydaje się być bardziej gładka w dotyku.

Podsumowując - krem ten ma wyjątkowo biały odcień i w moich oczach kompletnie go to dyskwalifikuje. Poza tym nadal nie odkryłam czym różni się od kremu BB. Odkładam go więc na półkę, gdzie pewnie zarośnie kurzem, ale szkoda wyrzucać ;).

..........................................................................................................

Drugim kremem, który wypróbowałam jest ten od HERA - "Complete Care cream", odcień "natural beige (02)".


Tutaj moje wrażenia są bardziej pozytywne. Mimo że producent obiecuje "naturalny odcień" koloru - w rzeczywistości i ten krem CC jest dostosowany do cery jasnej. Jednak tutaj odcień jest lekko żółtawy, nie szarawy ani biały, więc wygląda o wiele bardziej naturalnie i w moim przypadku bardzo ładnie zlewa się ze skórą.

Krem przyjemnie pachnie, "problem" w tym, że zapach pozostaje na skórze przez cały czas - można się przyzwyczaić, osobiście wolałabym żeby nie pachniał tak długo.

Faktycznie wyrównuje koloryt skóry i ładnie ukrywa zaczerwienienia, jednak bez dodatkowego nałożenia korektora może się nie obejść, jest to zatem krycie, powiedzmy, lżejsze od Missha Perfect Cover, a mocniejsze niż jakikolwiek produkt ze Skinfood.

Ogromnym plusem tego produktu, jak dla mnie, jest fakt, że jest bardzo lekkiej konsystencji, nie jest za rzadki ani za gęsty, nakłada się go dosłownie, jak krem, nie pozostawia on przy tym smug, nie "roluje się", natychmiast stapia się ze skórą. Minusem natomiast jest to, że trzeba poczekać kilka minut aż produkt zaschnie na dobre. Jednak po całym procesie skóra wydaje się nawilżona, ale też rozświetlona (co, jak mówiłam, nie każdemu musi odpowiadać).

Ogółem oceniam ten produkt naprawdę pozytywnie. Jest wydajny - jedna próbka starczy na dwa-trzy użycia, jak na razie zużyłam dwa takie opakowania i obserwuję, czy zachodzą jakieś pozytywne procesy na mojej twarzy :). Póki co, nie widzę zmian, ale też nie widzę skutków ubocznych, więc będę używać dalej.

..........................................................................................................


Zatem czym różni się krem BB od kremu CC w praktyce? Na razie zaobserwowałam tylko tyle, że CC bardziej rozświetlają skórę i mają mniejsze krycie, ale może to zależy od producenta? Co do zbawiennych dla skóry efektów, takich "na stałe" - na razie nie odczuwam żadnych, będę informować, jeśli coś ulegnie zmianie :).

Gdzie można zdobyć owe "cuda"? Oba produkty zakupione na Ebay - u Koreańskich sprzedawców. Ten od Etude House kosztował ok. 35 zł, dziesięć próbek HERA tyle samo (przesyłka "darmowa").


16 czerwca 2012

SKIN79 - Super+ Triple Functions BB Vital Cream (pomarańczowy)


Filtry: SPF 50+, PA +++

Kolor:
- żółtawy; dla osób z jasną, oliwkową cerą;
- delikatnie wybiela (mniej niż Hot Pink - na mojej skórze)

Po i przed rozsmarowaniem:

 W porównaniu do innych kremów BB:

Zapach - ziołowy, słabo wyczuwalny

Krycie - podobnie do Skin79 Hot Pink - delikatne

Konsystencja - dość rzadki krem

Wchłanianie  - szybkie

Trwałość - 3-4 godz.

Moja opinia:
+ Pomimo żółtego odcienia po rozsmarowaniu lekko wybiela skórę (ale nie jest to aż tak widoczne, jak w przypadku Hot Pink). Jeśli ktoś nie ma oliwkowej cery - po zastosowaniu tego kremu BB nie wygląda się, jak żółtko od jajka ;D.
+ kryje delikatne zaczerwienienia,
+ wyrównuje koloryt - bez efektu maski, wygląda naturalnie,
+  jest lekki,
+ nie wysusza;
+ Podobno też działa przeciwzmarszczkowo, ale tego nie mogłam sprawdzić, bo nie mam zmarszczek ;).
Podsumowując - bez rewelacji, ale też nie ma się czego czepić :).

Tył opakowania:

15 kwietnia 2012

MISSHA - Perfect Cover SPF 42 PA+++ no. 21 BB cream

Krem BB koreańskiej firmy Missha. Odcień nr 21:


Zapach - przypomina mi krem Nivea

Krycie - średnie

Konsystencja - krem

Wchłanianie
- średnie, krem jest dość tłusty przed rozsmarowaniem

Trwałość - 3~4 godziny

Kolor - jasno-beżowy, niektórzy mogą go określić jako "szarawy"
W porównaniu z innymi kremami BB:

Waga - opakowanie na zdjęciu waży 50 g

Moja opinia:
Osobiście go lubię, głównie dlatego bo kryje mocniej niż Skinfood i nie wygląda jak podkład, ale nie jest moim ideałem. Przede wszystkim nie zauważyłam by jakkolwiek pielęgnował moją skórę - a przecież to jedna z funkcji kremów BB.

Plusy:
+ dobrze kryje, 
+ brak efektu maski - jak w przypadku zwykłych podkładów,
+ odcień 21 nie jest zbyt jasny, nie wybiela,
+ nie jest matowy;

Minusy:
- po kilku godzinach twarz po nim świeci się, jakby była skąpana w oleju ;D,
- jak dla mnie - ten odcień nie wygląda naturalnie (nie stapia się idealnie z naturalnym kolorytem skóry),
- podobno u niektórych powoduje czerwone krostki i zapycha - ze mną tak nie jest (chociaż po nałożeniu w niektórych miejscach twarz mnie czasami po nim lekko swędzi);

Gdzie kupić?
Na Allegro "chodzi" po 100 zł - jest to dość wygórowana cena, ponieważ na Ebay można go znaleźć nawet po $10 (ok. 32 zł)! 

Tył opakowania:


9 kwietnia 2012

COLORBORN - Triple Premium Sun Blemish Balm

Krem BB koreańskiej firmy Colorborn z Seulu:

Dostałam go w prezencie i po próbie wyszukania informacji na jego temat w internecie byłam zaskoczona, bo... nie znalazłam nic :p. Firma Colorborn naprawdę jest nieznana za granicą, nawet na Ebay nie widziałam próbek. Ale zawsze można zajrzeć na ich stronę internetową (zwłaszcza, gdy ktoś płynnie potrafi koreański) - tutaj.

Na zdjęciu - próbki Colorborn - Triple Premium (srebrna), żółte opakowanie - Pearl Highlight, różowe opakowanie - Magic Silky BB cream.

*Poniższa recenzja dotyczy dużej, srebrnej próbki - Triple Premium:

Zapach - przypomina krem Bambino (ale nie jest tak ostry jak u Lioele - Beyond the solution)

Krycie - delikatne, lekko wybiela skórę

Konsystencja - krem

Wchłanianie
- dość szybkie (szybciej niż Missha, wolniej niż Skinfood)

Trwałość - 3~4 godziny

Kolor - beżowy. Na mojej twarzy początkowo wyglądał na szary, ale po wchłonięciu stapia się z naturalnym kolorem skóry

Moja opinia - Ogółem szału nie ma, sama bym go nie kupiła, ale nie jest to najgorszy krem BB. O wiele gorszy (moim zdaniem) jest Lioele Water Drop, a nawet Lioele Beyond the solution.

Plusy?

+ Spełnia podstawowe funkcje kremu BB,

+ Dobry filtr przeciwsłoneczny - SPF37;

Największa wada? Po ok. godzinie daje efekt "wysuszonej skóry" (naprawdę nie wiem jak to nazwać), chociaż nie zauważyłam żeby skóra po jego zmyciu była faktycznie sucha.

Inne minusy:

- wybiela - słabiej niż Skin79 (jak już wspominałam, dla mnie jest to wada),

- jeszcze przed użyciem wylewał się z tubki (choć może to być wina opakowania próbki ;)); 

W porównaniu z innymi kremami BB wypada tak: 



Co do małych próbek - różowej i żółtej:

Różowa to krem BB Colorborn Magic Silky - mocniej wybiela niż srebrny Triple Function, ale odcień ma ładniejszy (nie aż tak szary, co widać na zdjęciu wyżej) i nie "pachnie" kremem Bambino,

Żółta to Colorborn Pearl Highlight i jak sama nazwa wskazuje - rozświetla skórę. Posiada malutkie, złote drobinki - idealnie na imprezę :).





28 marca 2012

SKINFOOD - Aloe Sun BB Cream SPF 20 PA +

Krem BB
- SKINFOOD - Aloe Sun BB Cream SPF 20 PA +


Odcień - nr 1

Zapach - aloesowy

Krycie - małe, wyrównuje koloryt skóry, delikatnie kryje zaczerwienienia itd.

Konsystencja - krem, łatwo się rozprowadza

Wchłanianie - bardzo szybkie

Trwałość - całą dobę całkiem dobrze się trzyma

Kolor - jasny ale dopasowuje się do naturalnego odcienia skóry, lekko i naturalnie rozświetla

Moja opinia - w porządku :).

Jak większość kremów BB SKINFOOD - i ten ma świetny, świeży zapach (choć co, kto woli :D) i minimalne krycie - nie widać, że ma się go na skórze, a koloryt cery wyrównany. Nie zauważyłam minusów. Jedynie jeśli ktoś nie lubi zapachu aloesu i szuka mocniejszego krycia - ten BB cream się nie nadaje :).

+ nie odkłada się w zagłębieniach,

+ nie wysusza skóry,

+ naturalny kolor,

+ nie wybiela (moim zdaniem to plus),

+ skóra nie błyszczy się po nim, jakby była tłusta - nawet po kilku godzinach,

+ nie zapycha, jest lekki;


Na skórze (zdjęcie z flash'em):


Po lewej stronie - SKINFOOD, po prawej Missha Perfect Cover odcień 21 - po roztarciu SKINFOOD stapia się z naturalnym kolorem skóry.

 bez flash'a: 

SKINFOOD,                        Missha

6 marca 2012

BB Cream - z czym to się je?

Odrobina teorii:
"BB" to skrót od "Blemish balm", a spolszczona nazwa to oczywiście - "krem BB". Nazwa oznacza tyle, co "balsam na niedoskonałości".

BB cream pochodzą z Korei i nie należy ich mylić z tradycyjnymi podkładami, choć funkcjonują podobnie - mają za zadanie krycie niedoskonałości skóry, wyrównanie kolorytu itd. Ale to nie wszystko! Większość BB cream posiada filtr ochronny SPF / PA +, czyli filtr chroniący przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.
 
Co więcej? Pozwólcie, że przytoczę niezwykle błyskotliwe tłumaczenie własne (źródło: Wikipedia :D):  

"Pierwotnie BB kremy były stosowane przez dermatologów i stworzone zostały po to, by chronić wyjątkowo wrażliwą po zabiegach skórę pacjentów po operacjach plastycznych. Krem zapewniał im delikatne krycie blizn po zabiegach laserowych, trądziku i innych defektach na twarzy." 

Czym różni się BB cream od tradycyjnego podkładu?
Tak, jak wspomniałam wyżej - zawiera właściwości pielęgnacyjne, chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, zapobiega zmarszczkom (tak!), ale przede wszystkim - nie daje efektu maski (krycie jest bardziej naturalne), a w wielu przypadkach stapia się idealnie ze skórą. Poza tym istnieją także wersje specjalnie dla skóry z problemem trądziku, regenerujące, czy rozświetlające.
 
Kolorystyka:
Z mojego doświadczenia wynika, że BB kremy są głównie przeznaczone dla osób o jasnej lub "średniej" karnacji. Dodatkowo posiadają właściwości wybielające, więc jeśli komuś marzy się lekko opalona, słoneczna skóra - ten kosmetyk odpada. Natomiast ci, którzy chcieli by wyglądać wręcz wampirzo-blado - polecam najjaśniejsze odcienie, są bardzo jasne, nawet jak dla mojej bladej cery. Są również i takie, które owej funkcji wybielającej nie posiadają.

Wybielające BB cream: 
Przykładem  bardzo jasnego, wybielającego kremu BB jest bardzo popularny Skin27 Hot Pink:

 

Ten BB cream jest ogółem bardzo dobry, ponieważ idealnie stapia się ze skórą - kompletnie nie widać, że "coś" zostało nałożone na buzię. Krycie posiada średnie i jest ogółem przyjemny w użyciu, od razu się wchłania, nie jest za rzadki ani za gęsty (naprawdę ma się uczucie, że wklepuje się w skórę krem), więc żałuję, że jest posiada tylko ten jasny odcień. 

Ciemniejsze BB cream?
Na szczęście (przynajmniej dla mnie ;)) istnieją BB cream, które nie wybielają, a odcień mają zbliżony (oczywiście można wśród nich znaleźć odcień idealny, czyli dokładnie taki, jak karnacja) do naturalnego kolorytu skóry. 


Przykładowo - Lioele - beyond the solution (różowo-biały).  

Niestety, posiadam jedynie zdjęcie, które zrobiłam od niechcenia, gdy dostałam krem (w zeszłym roku):


Jego minusem na pewno jest, w moim odczuciu, brzydki, mydlany zapach. Podobno przypomina krem Bambino. Ale można się przyzwyczaić ;). Poza tym ma dość gęstą konsystencję i trzeba go porządnie rozsmarować. Ach, no i nie posiada żadnych SPF / PA +. Ideałem zatem na pewno nie jest ;).  

Odcienie BB cream'ów:
Niektóre BB kremy same dostosowują się do naturalnego kolorytu skóry, dlatego do wyboru są zazwyczaj dwa lub trzy (albo i jeden) odcienie.

Istnieją BB cream'y o odcieniach:

A) lekko różowawym, 

B) szarawym (beżowym - jasnym lub beżowym ciemnym) 

C) żółtawym, 

D) nawet i pomarańczowym (Skinfood Peach Sake Pore odcień 2 na mojej skórze tak wyglądał). 

E) Jeszcze inne są kompletnie białe, więc jest w czym wybierać. Zazwyczaj w opisie produktu znajduje się informacja o odcieniu i zdjęcie.

Krycie: 
Od bardzo delikatnego, tonującego (produkty Skinfood) po dość mocne krycie.

Missha (wspomniana na końcu) kryje średnio, a i tak, jak wspominałam, nie widać, że "coś" zostało nałożone na twarz. Z tego, co wyczytałam w internecie również Dr Jart posiada BB cream'y o średnim kryciu.


Jeśli komuś zależy na naprawdę delikatnym wyrównaniu kolorytu skóry, typowym dla BB cream - Azjatycki Cukier poleca Skinfood Mushroom.  

Gdzie kupić?
BB cream'y dostępne są na Allegro, ale nie mam dobrych doświadczeń po tym, jak zakupiłam tam próbkę z Lioele ("Water drop") - krem był bardzo rzadki, z tubki wypływała jakaś woda, dziwnie pachniała, a poza tym bardzo szybko się skończył. Gdy dostałam inną próbkę tej samej firmy (od znajomej) starczyła mi na dłuższy okres czasu i miała kremową konsystencję. Poza tym, 20 zł za próbkę o wadze 9 g to przesadyzm ;).
 
Na Ebay jest wielu tzw. "Super Sprzedawców", którzy posiadają oryginalne kosmetyki sprowadzane z Korei. Ja kieruję się ilością pozytywnych komentarzy i tym, kogo polecają na swoich blogach stali nabywcy BB cream'ów (przykładowo - mllou). 

 
Płatności na Ebay przesyłam za pomocą Paypal, nie znam innej metody (w przypadku Ebay).
 

Koszty przesyłki nie są moim zdaniem wysokie, mimo że kosmetyki są sprowadzane z zagranicy. Sama zamawiałam tylko raz korektor Skin food, zwykłą ("not registered") przesyłką - niby powinien dotrzeć do mnie po miesiącu, a dostałam po tygodniu :D. Jednak do niczego nie zachęcam, nie każdy musi mieć tyle szczęścia, co ja, wiadomo, że lepiej jest zapłacić $1 i mieć dokument potwierdzający wysłykę przedmiotu. 

Moja opinia:
Póki co, próbowałam kremy BB Lioele, Skin79, Skinfood i Missha, więc bardzo dużego porównania (jeszcze) nie mam. Na pewno wiem, że Skinfood jest nie dla mnie (mimo pięknego zapachu), to samo Skin79, którego kremy są po prostu za białe. Najbardziej lubię Misshę, choć można o niej poczytać negatywne opinie, np. takie, że zapycha (w moim przypadku tak się nie dzieje), a nawet u niektórych powodowała wysyp "czerwonych, bolących krostek" - możecie poczytać opinie chociażby na Wizażu.


Na pewno wolę BB cream od podkładu, które mogą dać krycie, jak po Photoshop'ie, tyle, że nie bardzo naturalnie to wygląda (jak dla mnie jest to minus, bo stawiam na "natural look" ;D), a poza tym nie od dziś wiadomo, że podkłady nie pozwalają skórze oddychać i często nie posiadają żadnych właściwości odżywczych.